Jak poznać dobrego burgera? Sprawdź, na co zwrócić uwagę

Burgery na dobre zadomowiły się nad Wisłą ćwierć wieku temu – wraz z transformacją ustrojową. Ale te, które serwowane były na początku lat dziewięćdziesiątych niewiele mają wspólnego z burgerami, które robią furorę dzisiaj. Smakosz z drugiej dekady XXI wieku nawet nie chciałby na nie spojrzeć. Po czym więc poznać dobrego burgera?

Burger burgerowi nierówny. Są takie, które smakują źle lub nijako. Ale najlepsze bary i restauracje serwują je w formie, która zapiera dech w piersiach. Soczyste, aromatyczne mięso zamknięte w chrupiącej, lekko maślanej bułce, z dodatkami, które „podkręcają” smak… ślinka sama cieknie na myśl o tych smakołykach. Takie właśnie są tzw. burgery gourmet, czyli te, które pokochaliśmy w XXI wieku. Na czym jednak polega różnica? I, co najważniejsze, w jaki sposób przyglądać się menu lokalu i samym daniom, by od razu zorientować się, że danie, które zamówiliśmy będzie autentycznym burgerem? Oto, co najważniejsze w daniu rodem z USA.

Nie ma dobrego mięsa? Nie ma burgera!

Samo słowo burger wzięło swą nazwę od hamburgera. A czym jest hamburger? To rodzaj kotleta wymyślonego mniej więcej w XIX wieku w… Niemczech. Tak, tak. Skojarzenie z Hamburgiem jest jak najbardziej zasadne. Ale nasi zachodni sąsiedzi bynajmniej nie mogą mówić, że to oni wymyślili hamburgera w postaci „kotleta mielonego” w bułce. Tu patenty rzeczywiście należą do Amerykanów, a pierwsze pojawiły się już na początku wieku dwudziestego. Abstrahując od historii, nazwa mówi wszystko: burger mięsem stoi.

Jakie mięso powinno się znaleźć w prawdziwym burgerze? Jeśli widzisz, że do środka wrzucony jest cienki, gotowy kotlet (taki, jakie jeszcze dziś spotkać można na półkach supermarketu) – uciekaj gdzie pieprz rośnie! Bo w burgerze z prawdziwego zdarzenia powinna znaleźć się 100% wołowina. Nie mięso mielone wieprzowo-wołowe, nie jakaś przypadkowa mieszanka, tylko mięso wołowe. I to dobre! Świeże, zmielone średnio (ani zbyt grubo, ani zbyt cienko) z odpowiednich części tuszy wołowej. Dlaczego? Bo burger przed smażeniem powinien zawierać ok. 20-30% tłuszczu. Najlepiej więc sprawdza się np. antrykot, łopatka oraz rostbef. W restauracjach z najwyższej półki sięga się również po tzw. rib eye czy mostek.

Warto podkreślić, że po zmieleniu wołowina powinna być szybko uformowana w kotlety o grubości ok. 1,5-2 cm (lub nieco grubsze). Nie zaleca się długiego wyrabiania. W przeciwieństwie do mięsa na kiełbasę, które wymaga zagniatania niczym ciasto, to na burgera powinno się jedynie precyzyjnie uformować, troszcząc się o to, by kotlet był równomiernie gruby w każdym miejscu.

Dobra burgerownia zapyta o stopień wysmażenia wołowiny

Wołowina to mięso, które możemy jeść nawet na surowo – nie ma ryzyka, że kosztując ją, zaprosimy do żołądka tasiemca (co możliwe np. w przypadku wieprzowiny) lub salmonellę (jak w przypadku drobiu). Ale surową wołowinę zostawmy na tatar. Bo to, co nadaje burgerowi soczystości i niepowtarzalnego smaku to jego odpowiednie grillowanie. Na grillu, a nie na patelni, w głębokim tłuszczu, mikrofalówce czy piekarniku. Ale już stopień wysmażenia powinien być pozostawiony w gestii gościa. Najbardziej klasyczny i typowy stopień wysmażenia wołowiny w burgerze to medium-rare, czyli średniokrwisty. Gdy przegryziemy taki kotlet, w środku będzie delikatnie różowy i soczysty. Ale masz również prawo mieć inne preferencje – wolisz bardziej krwiste mięso (rare)? A może stawiasz na to wysmażone (well done)? Jeśli burgerownia pozwala Ci wybrać – to znak, że jesteś w dobrym miejscu.

Bułka i dodatki – nie bez znaczenia

Choć królem burgera jest mięso, nie bez znaczenia pozostaje również „otoczka”. Jemy przecież nie tylko sam kotlet, ale i bułkę, sos i dodatki. Tu również jakość i odpowiedni dobór składników przekłada się na ostateczny smak. Nie można więc tych kwestii lekceważyć.

  • Bułka powinna być miękka, ale zbita – najlepiej sprawdzają się te pszenne. Jeśli jednak widzisz, że burgery serwowane są w typowo „sklepowym” pieczywie określanym jako „bułki do hamburgerów”, to zły znak. Najlepsze burgery bądź to wypiekają pieczywo samodzielnie, bądź też zamawiają je u piekarza, by uzyskać wyrazisty smak. I najważniejsze: bułka powinna być delikatnie podgrillowana tuż przed podaniem, by zyskała delikatną chrupkość.
  • Sos – zapomnij o gotowej, przemysłowej mieszance znanej pod nazwą „sos do hamburgerów”. W dobrym burgerze masz dwie opcje: albo pojawi się ketchup i musztarda (opcjonalnie również majonez), albo sos przygotowany w restauracji – np. BBQ, guacamole czy 1000 wysp.
  • Dodatki – tu panuje największa swoboda. W najbardziej klasycznych burgerach znajdziesz pikle, cebulę, ser cheddar i sałatę. Ale dobre burgerownie oferują znacznie szerszy wybór kompozycji. Burger z awokado, serem pleśniowym czy oscypkiem i żurawiną to bynajmniej nie herezja – a ciekawa wariacja.

Jeśli wszystkie wymienione tutaj kryteria zostaną spełnione – burgera można uznać za dobrego. Możesz taki smakołyk spróbować przygotować samodzielnie lub… zdaj się na dobrą amerykańską restaurację w Twojej okolicy. Smacznego burgera zamówisz również w dostawie.

Dodaj komentarz

(*) Required, Your email will not be published

*