Ciekawa historia burgera, czyli skąd się wzięły hamburgery?

Ciekawa historia burgera, czyli skąd się wzięły hamburgery?

Hamburger to prawdziwa ikona kuchni amerykańskiej. To fastfoodowe danie podbiło podniebienia i serca miłośników dobrego jedzenia – zwłaszcza w ostatnich latach, odkąd jakość przygotowania jest priorytetem. Jak to się jednak stało, że dziś możemy się raczyć tą wyrafinowaną wersją kotleta w bułce? Przyjrzyjmy się historii burgera nieco bliżej.

Hamburger jest daniem kultowym. Kotlet uformowany z najlepszej jakości wołowiny, precyzyjnie zgrillowany do właściwego stopnia wysmażenia, zamknięty w chrupiącej, pszennej bułce z własnoręcznie przyrządzonym sosem bądź musztardą oraz ketchupem i aromatycznymi dodatkami… oto ideał XXI wieku. Po takie właśnie burgery gourmet sięgamy w dostawie, czy odwiedzając najlepsze lokale serwujące ten amerykański specjał. Ale przecież zanim burger pojawił się w doskonale znanej nam formie, musiał przejść wiele przemian. A jego historia jest ciekawa i prowadzi nas do… Niemiec.

Z Hamburga za ocean

Z czym kojarzy się nazwa hamburger? Choć powiązanie jest oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka, o jego przeoczenie nie trudno. Czemu? Bo potrawa jest tak doskonale znana, że jej nazwa „wbiła” się bardzo silnie w naszą świadomość. Od czego więc się wzięła? Korzenie sięgają za naszą zachodnią granicę, a dokładniej… do Hamburga. A właściwie to jeszcze dalej, bo trzeba by było wspomnieć o tym, skąd w ogóle wzięło się mięso mielone. Po raz pierwszy używać zaczęli go Tatarzy. Co prawda nie korzystali z maszynek do mielenia, ani nawet nie siekali wołowiny, a… rozgniatali ją pod siodłami w trakcie jazdy konno, ale efekt był podobny.

Moda na mięso mielone rozeszła się po całej Europie (i nie tylko). Ale to jedna z dwóch stron medalu. Druga kwestia to tzw. Hamburg steak, czyli pieczeń po habsbursku – przygotowywana właśnie z siekanej/mielonej wołowiny. To od niej bezpośrednio wzięła się nazwa „hamburger”. Tak określano kotleta wykrawanego z pieczeni. I w tej formie, wraz z niemieckimi imigrantami, hamburger trafił za ocean, czyli do Stanów Zjednoczonych. Tu właśnie zadziała się magia.

W chlebie czy w bułce?

Mówi się, że hamburger, czyli kotlet z pieczeni po hambursku, zamknięty w dwóch kromkach pieczywa, był serwowany już w połowie XIX wieku na pokładzie statków transatlantyckich Hamburg America Line, które zaczęły żeglugę już w 1847 roku.

Pierwsza wzmianka prasowa o potrawie pojawiła się 5 czerwca 1896 roku na łamach Chicago Tribune – określono ją wtedy, w wolnym tłumaczeniu, mianem „kanapki z hamburgerem”, wskazując, że jest przygotowywana na poczekaniu, w pobliżu stacji paliwowej.

Ale choć takie kanapki przygotowywało zapewne wielu, tylko kilka osób zdecydowało się danie opatentować. Historia mówi, że pierwsze kanapki z hamburgerem były serwowane od 1900 roku przez Louisa Lassena, duńskiego imigranta w New Haven w stanie Connecticut. Jego Louis’ Lunch działa nadal, do dziś serwując burgery na chrupiących tostach, a nie w bułce – hołduje tradycji sprzed ponad 100 lat. Ale to nie jedyna wersja historii potrawy. Roszczenia patentowe wysunęło jeszcze wielu innych Amerykanów.

Jednym z nich był Charlie Nagreen z Seymour w stanie Wisconsin, który ponoć już wieku 15 lat, w 1895 roku rozpoczął sprzedawanie kanapek w kotletem hamburskim – nazywano go nawet „Hamburger Charlie”. Inny „wynalazca” to nazywany „starym Davem” kucharz Fletcher Davis z Texasu. Jego nazwisko i osiągnięcia są wspomniane m.in. w książce „The Complete Hamburger” wydanej przez McDonald’s.

System White Castle i komercjalizacja burgera

Burgery przypadły Amerykanom do gustu. Tanie, sycące i smaczne – zaczęto je serwować w wielu miejscach w USA. Ale jakość w wielu miejscach, co tu kryć, była słaba. Burgery bynajmniej nie kojarzyły się z wartościowym posiłkiem. Pierwsza zmiana przyszła dzięki Waltowi Andersonowi oraz Billy’emu Ingramowi, którzy wspólnie otworzyli restaurację White Castle. Ich celem była zmiana podejścia klientów do hamburgerów i zapewnienie im dobrej jakości posiłku, który jednak przygotowany będzie w krótkim czasie. Tak właśnie powstał system White Castle, który zrewolucjonizował sposób myślenia o burgerze. Ingrama nie bez kozery nazywa się Henrym Fordem gastronomii.

Na czym polegał wymyślony w restauracji White Castle system? Chodziło o standaryzację produkcji hamburgerów. Właściciele stworzyli szczegółową instrukcję, krok po kroku wskazując, jak powinny być przygotowywane burgery. Określili m.in. sposób przygotowywania kotletów, a także – co kluczowe – standardy higieny i bezpieczeństwa. Na początku XX wieku to było novum.

Kolejna rewolucja przyszła wraz powstaniem kultowego McDonald’s. Pierwszy powstał w 1940 roku, przy słynnej drodze Route 66 w San Bernardino w Kalifornii. Początkowo menu lokalu było szersze – serwowano zarówno hamburgery, jak i hot dogi i inne dania z grilla. Rozwinął się również model drive-in, umożliwiający zamówienie i odbiór posiłku bez wysiadania z auta. Ekspansja McDonald’s nastąpiła jednak dopiero w latach 70-tych, a ich autorem jest Ray Kroc, który przejął zarządzanie firmą. To jemu zawdzięczamy m.in. zmianę standardów obsługi w restauracji, a także (pośrednio) Big Mac-a, który stał się jednym z kamieni milowych, gdy chodzi o komercjalizację hamburgerów oraz proces ich globalizacji.

Choć McDonald’s i inne sieciowe restauracje nadal wiodą prym w zakresie sprzedaży burgerów, powoli odchodzimy od tych przygotowywanych niczym na taśmie produkcyjnej. Dziś stawiamy na burgery gourmet, które są tworzone z bardziej wyszukanych składników, również tych zupełnie wegetariańskich. I właśnie dlatego, dziś również w Polsce możesz spróbować autentycznego, przyrządzonego z pasją burgera, którego nie powstydziliby się też szefowie kuchni w Teksasie czy Nowym Jorku.

Dodaj komentarz

(*) Required, Your email will not be published

*